Problem obniżenia wagi był jednym z ważniejszych w nazej rodzinie. Pamiętam, jak mój ojciec w ciągu ostatnich 10 lat życia intensywnie walczył ze zbędnymi kilogramami. Codziennie pływał po 1,5 godziny, do pracy, bez względu na pogodę, chodził pieszo. Stale stosował jakieś diety, głodował. Wprowadził dni ścisłej diety odchudzającej. Wszystko to doprowadziło go tylko do stanów depresyjnych, a rezultatów nie było. Nie pił, nie palił, a mimo to po każdej diecie, w ciągu tygodnia wracał do poprzedniej wagi, plus parę kilogramów więcej. Przyczyną śmierci mojego ojca była niedokrwienna choroba serca, nadciśnienie, w wyniku których doszło do rozległego zawału i śmierci w 54 roku życia.
Moja mama umarła mając 62 lata z powodu raka jelita grubego. Zawsze, odkąd pamiętam, miała nadwagę. Co poniedziałek zaczynała dietę, ale mogła wytrzymać do godziny 12. Po czym ze słowami "niech to diabli wezmą" siadała i jadła, co popadło.
Człowiek jest tak skonstruowany, że najważniejsze są dla niego skutki, a nie przyczyny choroby. Jak dowiadujemy się o chorobie? Czekamy aż zaboli i wtedy udajemy się do lekarza.
A przecież istnieje indykator (wskaźnik) choroby, zdolny rozpoznać chorobę we wczesnym stadium. Takim indykatorem jest zwykłe lustro. Podejdźcie do niego, uważnie popatrzcie na siebie, a wiele problemów uda się rozwiązać w odpowiednim czasie.
Jednym z takich problemów jest nadwaga. Walce z nią poświęcona jest ta broszura....